- Właśnie rozmawiałyśmy z koleżanką, że gdyby u nas taki ksiądz był, to byśmy cztery razy dziennie w kościele bywały - zagadnęła Anieśka wywijając z ogrodnikiem winnicy Pańskiej na parkiecie.
- Może to taki trik Pana Boga: zesłać na mnie powołanie, by więcej kobiet do kościoła ściągnąć - odparł bez fałszywej skromności kapłan.
Ślubu młodej parze udzielił ... kolega Młodego z ogólniaka. Prawem kanonicznym jak najbardziej do tego upoważniony, a przez damską część zgromadzenia nazywany 'ciachem' i 'cóżzamarnotrawstwem'.
Ależ to wesele było brzemienne w wydarzenia :) Dostałem kiedyś powołanie na bycie księdzem ale nie przyjąłem. Tak samo było później z biletem do wojska.
OdpowiedzUsuńAle że Twój brat? Dobrze rozumiem?!Najlepszego w takim razie (trochę okrężną drogą, ale zawsze)!
OdpowiedzUsuńDopiero się rozkręcam :). A powołania do wojska też swego czasu otrzymałem, ale uciekłem do Irlandii :)
OdpowiedzUsuńNie nie. Gruby w swoim towarzystwie, zupełnie jak ja w swoim. Ostatni bastion wolności. Jak Syjon w Matrixie. Ale życzenia przekażę. Bratu ciotecznemu. Serdeczne dzięki
OdpowiedzUsuńA. Uf. A już myślałam.Przekaż, przekaż :)
OdpowiedzUsuń