Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szrot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szrot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2008

Smacznego telewizorku

Powracając do przerwanego przy okazji ostatniej notki wątku: spotkanie z Landlordem wypadło nad wyraz pomyślnie. Miłościwie Nam Panujący przystał na wszystkie wysunięte przez nas postulaty, z wymianą łóżka w niezamieszkanym obecnie pokoju na czele, co równocześnie potwierdziło podejrzenia o źródle przykrego zapachu pleśni, jak i podsunęło nam bardzo prawdopodobne rozwiązanie zagadki tajemniczej wyprowadzki Fidela.

Aby radość z efektów spotkania była pełna, Landlord postanowił kolejny raz nie podwyższać i tak niewygórowanego czynszu, co przy trwającej od półtora roku fali podwyżek kosztów wynajmu było informacją co najmniej dobrą. Nie ostatnią tamtego wieczora, bowiem  właściciel naszego lokum zobowiązał się również zdradzić swój numer podatkowy, co umożliwi nam odzyskanie części zapłaconego w roku ubiegłym podatku jak i podniesienie kwoty nieopodatkowanej w roku bieżącym tytułem wydatków poniesionych na wynajem mieszkania. Wiadomość to tym lepsza, że od czasu pewnego drepczę za mną nieustannie myśl o nabyciu projektora multimedialnego. Jednak w związku z niedawną reformą finansów osobistych projektor ów pozostawał melodią dalekiej przyszłości.

Reforma finansów osobistych powstała z dwóch powodów. Po pierwsze w skutek nieopatrznego porównania zarobków z roku ubiegłego ze stanem konta, które to obnażyło kolosalne różnice między porównywanymi liczbami. Po drugie w efekcie ikarowego lotu kursu euro, który wzbił się pod same słońce, gdy opuszczaliśmy ojczyznę i konsekwentnie zmierza od tamtej pory ku katastrofie. Enough is enough jak mawiają Francuzi, mieszkanie samo się nie kupi. W celu uniknięcie przykrych niespodzianek na koniec kolejnego roku wygnania, powstały dwa, zasilane co miesiąc na mocy przelewu zdefiniowanego konta oszczędnościowe i teraz już nie ma miękkiej gry. Wszelkie bardziej wymagające zachcianki finansowane mogę być wyłącznie z nadwyżek budżetowych. A te przy obecnej tendencji pokryłyby koszty projektora prawdopodobnie w okolicy pierwszego posiedzenia komisji śledczej do spraw fiaska organizacyjnego EURO 2012. Tymczasem, w świetle ostatnich informacji co najmniej dobrych, obiekt marzeń wydaje się być w zasięgu już podczas mojego najbliższego pobytu w Polsce.

Przynajmniej wydawał się do ostatniego sobotniego poranka. Wtedy to bowiem do drzwi naszych zastukał inspektor telewizyjny, z grzecznym zapytaniem czy mamy aby przypadkiem na posiadaniu telewizor. Podczas gdy Wrodzona Uczciwość sprzeczała się z Instynktem Samozachowawczym co do prawidłowej odpowiedzi, Inspektor rozwiał wszelkie wątpliwości przyznając, że zdążył już rozpoznać jego markę przez okno, co będzie nas kosztowało niemal połowę przewidywanego zwrotu podatku. Nie będę się zasłaniał nieznajomością prawa. Doskonale zdawałem sobie sprawę z obowiązku opłaty telewizyjnej. Telewizor trafił się nam jednak w spadku po powracającym do Stanów Ericu, a ostatni raz uruchomiony został, gdy Zidane traktował z byka Materazzie`ego. Od tamtej pory służy wyłącznie jako półka na kwiatek. Nawet nie posiadamy i posiadać nie zamierzamy kablówki na litość boską, w związku z czym uiszczanie rocznego abonamentu telewizyjnego mija się z celem. Jednak, o ile pozbycie się na tym etapie telewizora nie załatwi sprawy, projektor znów stanie się melodią przyszłości.

wtorek, 26 lutego 2008

Rosyjska ruletka

Fidel postanowił wziąć przykład ze swego znanego powszechnie imiennika i ... odejść. Dokładne przyczyny wyprowadzki nie są znane, jako, że uzyskanie od naszego niedawnego współmieszkacza spójnej odpowiedzi nie było łatwe. Ze strzępków informacji, które do mnie dotarły, wnioskuję, że w grę wchodzi powrót do Polski, bądź pogoń za niedawną miłością na sąsiednią wyspę. Ostateczną decyzję co do swoich dalszych losów postanowił jednak podjąć z dala od nas i tymczasowo zameldował się u znajomka. Romantyczna część mojej natury liczy, że wybierze opcję nr 2. Bardziej podejrzliwa zakłada ukrytą opcję nr 3 - Fidelowi nie do końca pasowało dzielenie z nami mieszkania. Tę wersję jednak bezlitośnie wykpiwa wrodzona skromność, twierdząc, że uroczy z nas wszak ludzie :). Roztrząsać tego nie zamierzam, dalece bowiem poważniejsze zmartwienia, w konsekwencji fidelowej wyprowadzki, zbierają się nad Doliną Muminków. Wracamy mianowicie do punktu pod tytułem "Poszukiwanie nowego współmieszkacza", który to mnie osobiście na myśl przywodzi wyjątkowo niekorzystną dla samego zainteresowanego wersję rosyjskiej ruletki.

Szczęściem wstępną zgodę na przeprowadzeni procesu rekrutacyjnego wyraziła nasza ekspertka w osobie samej Anieśki, odpowiedzialna między innymi za sprowadzeni pod nasz dach nieodżałowanej gwiazdy - Wiercika. Zanim jednak do jakichkolwiek akcji kwaterunkowych dojdzie, chcielibyśmy zaprosić na krótkie posiedzenie naszego Landlorda, celem przedstawienia rzeczonemu kilku postulatów. Dwa lata lada moment miną odkąd wnieśliśmy pierwsze bagaże do naszego apartamentu. Jak dotąd wszelkie drobne usterki staraliśmy się usuwać we własnym zakresie. Tymczasem lista rzeczy, których w mieszkaniu nie ma, a być powinny, względnie przedmiotów, które z racji na swój opłakany stan, aż proszą się o wymianę, nabrała rozmiarów na tyle pokaźnych, że być może warto nią pana Landlorda zainteresować. Nie będę ukrywał, że od ilości postulatów, które zgodzi się zrealizować, zależy czy aby nie zaczniemy się rozglądać za nowym lokum.

Ciąg dalszy nastąpi...