Życie to suka i niezależnie od wszystkiego kończy się zawsze tym samym. Dlatego trzeba umieć doceniać małe rzeczy. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Na tą okoliczność powstała nawet książka i strona internetowa www.1000awesomethings.com. I choć może ciężko podzielić entuzjazm osób, które to tej listy dołączyły sikanie do basenu, kanapkę z chipsami i wycieranie mokrych rąk w spodnie, to na niektóre pozycje wprost nie sposób pozostać obojętnym. Z kronikarskiego tylko obowiązku pozwolę sobie przytoczyć kilka punktów:
- gdy budzisz się w piątkowy ranek, a okazuje się, że jest sobota,
- gdy osoba, z która masz się spotkać spóźnia się jeszcze bardziej niż ty,
- gdy podnosisz coś, co okazuje się być znaczniej lżejsze niż podejrzewałeś,
- gdy otwierasz książkę, na stronie na której skończyłeś,
- gdy w korku, stoisz na najszybciej poruszającym się pasie,
- gdy kierunkowskaz samochodu przed tobą, miga tym samym rytmem co twój,
- gdy przechodzi ci czkawka,
- gdy rozśmieszysz kogoś kto ma pełne usta,
- gdy okazuje się, że to co miałeś kupić właśnie objęte zostało promocją,
- gdy budzisz się przed budzikiem i okazuje się, że masz jeszcze dużo czasu na sen.
Kilka miesięcy temu, wobec pewnych pogodowych anomalii, do Polski zmuszeni byliśmy udać się samochodem. Wariant to dalece bardziej kosztowny i czasochłonny, ale po stronie plusów - przynajmniej nikt nie powie, że mój bagaż waży 220 g za dużo lub nie mieści się to tego idiotycznego stalowego koszyka.
By efektywnie wykorzystać potencjał bagażowy, w drogę powrotną zabraliśmy ze sobą wówczas rzeczy, które w opcji lotniczej nie wchodziłyby w grę: 10 kg proszku do prania, dwie skrzynki grzybków w occie, marynowanej dyni, kiszonych ogórków, dżemów i powideł. Oraz zapas alkoholu na kolejne dwa stulecia. Według wstępnych, optymistycznych założeń. Bo w rzeczywistości źródełko wyschło w okolicach półfinałów południowo afrykańskiego turnieju
Tymczasem kilka dni temu, przekopując szafę w poszukiwaniu butów do garnituru, natknąłem się na zziebnięty i przerażony czteropak tatry. Biedaczek wysmyknąć się musiał ze zgrzewki i przeleżeć dobry miesiąc sam w ciemności i zapomnieniu.
Jakbym znalazł pieniądze w kieszeni zimowej kurtki.
Do listy dopisuję jeszcze: Kiedy w centrum handlowym biegasz po sklepach i w każdym do którego wchodzisz grają Twój ulubiony (za każdym razem inny) kawałek:))) Gęba się śmieje, nogi radośnie podskakują, struny głosowe drgają wesoło.. Awesome!
OdpowiedzUsuńO o, albo jak zawozisz pannę na aerobik, przed Tobą 2 godziny czekania, do domu w zasadzie nie opłaca się wracać, okazuje się, że tym samym budynku jest kapitalna knajpka, z dostępem do internetu, a Ty przypadkiem masz przy sobie laptopa. Do tego panna ma prawko i jest na tyle silna by wywlec Cię po dwóch godzinach z knajpy, zataszczyć do samochodu i odtransportować na kanapę w salonie. Awesome jak jasna cholera... :)
OdpowiedzUsuńAlbo jak włączam tv i leci coś w miarę ciekawego ale nie do końca wiadomo o co chodzi i prowadzący (kilka sekund po przełączeniu kanału) mówi coś w rodzaju 'dla tych, którzy dopiero teraz zaczęli nas oglądać przypomnę...'.
OdpowiedzUsuńŻeby nie popaść w hurra-optymizm warto pamiętać, że każdy kij dwa ma końce. Wyobraź sobie, że wracasz do domu. Właśnie kończy się mecz eliminacyjny do MŚ w PN. Nie zdążyłeś go obejrzeć, ale nie znasz wyniku, a za kilka minut na innym kanale rozpoczyna się retransmisja. Jesteś już 100 m od klatki schodowej, a z otwartego balkonu w bloku, który właśnie mijasz dobiega Cię głośne 'gooool'. Straty nie wydają się jeszcze poważne. Po chwili zasiadasz przed retransmisją z Oslo, gdzie po 30 minutach Polacy jadą Norwegię 0:2. W drugiej połowie coś się jednak sypie, na tablicy świetlnej pojawia się 2:2 i zaczyna się nerwówka... ale nie dla Ciebie. Ty wiesz, że 10 minut przed ostatnim gwizdkiem Polacy zdobędą bramkę.Bramka Karwana w 81 minucie meczu to jedna najjaśniejszych gwiazd, na po za tym raczej ponurej historii piłkarskich popisów Biało-czerwonych. A ja zostałem ograbiony ze związanych z nią emocji...
OdpowiedzUsuńhej ... wpadłam od Taity i może tak lekko nie w temacie ale chciałam powiedzieć, że przeczytałam notkę o psie znajomych i spłakałam się ze śmiechu ... ja mam w domu królika i chyba płakałam nad notką dlatego, że on też nie reaguje na NIE, zeżarł już tapetę i każdym pomieszczeniu i kawałek kanapy w gościnnym a niestety nikt go ode mnie nie odbierze .... to moja "perełka" i muszę się do niej uśmiechać przez łzy ....
OdpowiedzUsuńAhhh poczciwa Taita, robi co pomoże by mi bloga rozreklamować :). Cieszę się, że się podobało. A odnośnie królika... podobno jest bardzo hmmm... smaczny. Więcej nie podpowiem...
OdpowiedzUsuńno jak nadal będzie tak się zachowywać jak teraz to którejś Wielkanocy to sprawdzę ;DDD
OdpowiedzUsuńTo wszystko nic w porównaniu:- do znalezienia zagubionej skarpety z ulubionej pary, znalezionej gdzies za pralka.- do ulgi jaka jest po wymiotowaniu(po alkoholu) - normalnie zmartwychwstanie. - do pozostawienia i wypicia gdzieś w nocy pysznej herbatki po tym jak w wieczór jadłeś coś cholernie pikantnego.To moje trzy typy
OdpowiedzUsuńPo skarpetką podpisuje się obiema rękoma. Bo fanem haftowania po alkoholu raczej nie jestem...
OdpowiedzUsuńzawozisz swoją pannę na aerobik i jeszcze czekasz??? jeju skąd Ty się urwałeś???? wooow.... fajosko. mnie nigdy ex nie odwoził nigdzie i jeszcze kazał zimą na piechotę tuptać....
OdpowiedzUsuńdlatego jest juz tylko ex :-)
OdpowiedzUsuń...gdy masz problem natury prawnej i cały swiat łącznie z urzędnikami jest przeciwko, a kupujac raz jedyny w zyciu gazete prawna okazuje się, że Naczelny Sąd Administracyjny wydał w identycznej sprawie wyrok na Twoja korzyść i nie musisz juz rozmawiac z nikim, sprawę załatwia jeden artykuł w gazecie,....gdy wsiadasz do zatłoczonego wagonu na pierwszym przystanku i nagle koło Ciebie ktoś wstaje i wysiada,....
OdpowiedzUsuńW moim przypadku pieniądze okazałyby się bardziej przydatne :P, jednak może pójdę przeszukać szafę i też coś znajdę,hehe ;). A tak serio serio, życie jest przyjemniejsze. kiedy potrafimy doceniać to co mamy, choć nie zawsze nam to wychodzi..bądź udajemy, że tego nie widzimy.pozdrawiamwww.tracacaszczescie.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuń...i umiem gotować ;)
OdpowiedzUsuńArtykuł w gazecie to ja bym raczej wpisał w rubryczce małe cuda...
OdpowiedzUsuńJeśli nie znajdziesz nic w swojej szafie, zawsze możesz poszukać w cudzych...
OdpowiedzUsuń...NIE MA ZA CO... :)
OdpowiedzUsuńNa przykład w charity shopie :) Koszulina w kratkę za 2 euro i pięć dych w kieszonce ;)
OdpowiedzUsuń