wtorek, 18 grudnia 2007

O niczym...

Spokój i Senność zawitały do Doliny Muminków. Każdy dzień bliźniaczo podobny jest do poprzedniego. Po jakiejś gorącej głowie pełzać wręcz zaczęły pobożne życzenia dotyczące niewielkiego kataklizmu nawiedzającego Dolinę. Kometa może, lekkie wstrząsy sejsmiczne, niegroźny tajfun, koncert Dody. Cokolwiek co przełamie rutynę i na kolejną stronę irlandzkiej telenoweli się nada.

Nawet Świąteczne Szaleństwo nie jest w stanie rozwiać letargicznej mgły. Wpadło wyszczerzone maniakalnie niczym diabeł tasmański, powiodło w koło rozbieganymi oczyma, po czym rozsądnie przycupnęło w kącie w oczekiwaniu na lepsze czasy. Drzemać się zdaje, ale w duchu, jak wirus na widok wychodzącej w pachnące obietnicą deszczu powietrze postaci w cienkiej kurtce i bez parasola, zaciera metaforyczne nibyrączki. Dobrze wie, że prawdziwe pole do popisu pojawi się, gdy czas do świąt liczyć się będzie w godzinach, liczba gotowych do zapakowania prezentów pozostanie na obecnym, dramatycznie niskim poziomie, a raczkujące plany sylwestrowe, wciąż nie będą w stanie stanąć samodzielnie na dwóch nogach.

Zdziwi się jednak gadzina jeszcze, bo choć pierwsza poważna ekspedycja łupieszcza do pobliskiego centrum handlowego zakończyła się niepowodzeniem w kwestii kompletowania podsypki pod świąteczną choinkę, to jednak bezowocną nie była. Anieśka nabyła trzy pary butów (w tym czerwone kozaki o równowartości miesięcznego czynszu), kieckę, którą doprowadziła obecne na christmas party kobiety do zapaści i psychologicznie odmienione podejście do inwestowania w samą siebie.

Natomiast świąteczne propozycje centrum handlowego podziałały stymulująco na moją wyobraźnię, tryby odpowiedzialne za kreatywność wreszcie nabrały przyzwoitej prędkości obrotowej. Kolejne pomysły na uszczęśliwienie krewnych i znajomych wyskakują jak prażona kukurydza, choć ich realizacja będzie musiała kapkę poczekać, bo póki co Donal wyjątkowo roztropnie się rozchorował, czym skutecznie storpedował wszelkie moje plany wypraw łupieszczych, na dłużej zamykając mnie w miejscu pracy.

Nawet plany sylwestrowe jakby śmielej sobie poczynają i jak wszystko dobrze pójdzie impreza będzie jak siemasz.

Jeszcze przetrącimy gadzinie nibyrączki.

1 komentarz: