czwartek, 2 listopada 2006

Cukierek albo psikus

Halołin to kolejne po Walentynkach skomercjalizowane święto ściągnięte ze "zgniłego zachodu" i jako takowe jest przeze mnie rokrocznie, konsekwentnie bojkotowane. Gdyby w Polsce do moich drzwi zapukała zgraja dzieciarni ze znaną z amerykańskich filmów zaczepką - cukierek albo psikus, odwinąłbym im takiego psikusa, że więcej nie zbliżyliby się do mojego mieszkania na odległość rzutu balonem z wodą. W Irlandii sytuacja nie jest taka prosta. Odesłać na kopach do domu bandę dzieciaków ubranych nieco tylko cudaczniej niż na codzień, to tak jak ukarać psa za coś co zrobił 6 godzin wcześniej - spojrzy zdezorientowanymi ślepiami nie wiedząc nawet za co to. Dlatego taktykę przyjęliśmy na ten dzień inną. Zabarykadowaliśmy drzwi, zasłoniliśmy żaluzje, włączyliśmy film i udawaliśmy, że nas nie ma. Powstrzymajcie Czytacze drodzy swe oburzenie. W halołin mogę iść palić znicze na grobach, mogę obchodzić dzień zakochanych w Noc Świętojańską (w zasadzie mogę go obchodzić każdej nocy ;>) jeśli tylko uda mi się któregoś roku o tym pamiętać, ale przekalkowanym z amerykańskich filmów świętom, napełnianiu portfeli producentów wszelkich gadżetów w kształcie serca i dokarmianiu rozwydrzonej, irlandzkiej dzieciarni mówimy stanowcze NIE!!!
Co innego mówimy innej irlandzkiej tradycji związanej z halołin. W zasadzie nie wiem czy słusznie jest mówić o irlandzkiej tradycji, być może dzieje się tak tylko w mniejszych miejscowościach, a może to tylko lokalny zwyczaj. Nie mniej co roku, z okazji halołin ludzie wygrzebują z domów wszelkie stare, niepotrzebne i nadające się do spalenia przedmioty, zrzucają je na jedną kupę i puszczają z dymem. Efektem jest gromada ludzi na około gigantycznego ogniska. Nie mogłem chociaż na trochę na takie ognisko nie zawitać i ja, choć ze wstydem przyznam nieco pasożytniczo, gdyż jedynym palnym i niepotrzebnym przedmiotem w moim domu były buty do pracy, dla własnego bezpieczeństwa jednak nie chciałbym być obecny przy ich utylizacji. 
A plan ignorowania wszelkich cukierkówalbopsikusów okazał się zbędny, gdyż nikt taki tej nocy pod nasze drzwi nie zawitał. Zgodnie z przewidywaniami Donala z resztą, który twierdził, że o ile w Dublinie drzwi się nawet nie zamykają, o tyle w mniejszych miejscowościach raczej nie ma tego zwyczaju. Jeśli miał rację to napotkałem w drodze na ognisko grupę małoletnich transwestytów, a nie dzieciaków polujących na cukierka.

3 komentarze:

  1. twój blog jest taki sobie przydało by się wiencej obrasków

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie odpowiedziałeś temu debilowi, żeby poszukał obrazków w necie ;) Psikusa masz u mnie :))))

    OdpowiedzUsuń
  3. ~MtPwWdvSNZzIRH11 grudnia 2010 04:04

    xsyrr3 kzwkfxkmbijj, [url=http://umihufedbkll.com/]umihufedbkll[/url], [link=http://csbgurhcwbec.com/]csbgurhcwbec[/link], http://jomgrexbxodv.com/

    OdpowiedzUsuń