Betonowi się potomek urodził. Mały Betonik Junior. Do szóstej nad ranem śmy chłopinie gratulowali. Jak się podniosłem kole jedenastej, już byłem na tyle trzeźwy, by kojarzyć, że kac nadejdzie za kilka godzin, ale nie na tyle, by prowadzić auto. Tymczasem właśnie dzisiaj planowaliśmy ostatnie zakupy przed niedzielnym wyjazdem w austriackie Alpy. Za sterami zastąpił mnie więc mój dotychczasowy pilot: Anieśka.
Przeczuwając rychłą zmianę nastroju zabrałem kartonik maślanki i zwinąwszy z domu dwie śpiące królewny - Kostka i Quy-Syu, ruszyliśmy do Kildare Village, gdzie Kostek zakupił ... pięć namiotów Spectrum 30 (cześć, na imię mam Kostek i jestem uzależniony od zakupów w outlecie North Face'a). Czarnego Golfa napotkaliśmy godzinę później. W drodze na Dublin. Jechał wewnętrznym pasem, choć biorę bogów na świadków, że nie powinien. Z początku nawet nie mieliśmy mu tego za złe, bądź co bądź auta po prawej poruszały się jeszcze wolniej. Po chwili jednak sznur samochodów pozostał z tyłu, a dżentelmenowi w Golfie prawy pas spodobał się na tyle, że postanowił najwyraźniej osiąść na nim na stałe. Co dziwne było, bowiem raz po raz zerkał na nas we wstecznym lusterku, nie można więc powiedzieć, że nie wiedział, iż blokuje część jezdni przeznaczoną dla pojazdów poruszających się szybciej niż furmanka z gnojem. Nawet mu w pewnym momencie pomachałem, ale ewidentnie nie wziął tego za dobrą monetę, bowiem depnął po hamulcach, pewnikiem chcąc nam napędzić stracha. Okrutny plan się jednak nie powiódł, bowiem Anieśka przejęła wprawdzie niektóre z moich zachowań za kierownicą, czasem ku mej dumie, czasem ku rozpaczy, jednak wciąż nie czuje się na tyle pewnie, by siedzieć komuś na zderzaku. Odstęp do Golfa był na tyle duży, że Anieśka nawet nie mrugnęła.
Intencje auta przed nami stały się na tyle jasne, że Anieśka wrzuciła kierunek, zredukowała bieg oraz przystąpiła do manewru wyprzedzania po lewej. W trakcie tej operacji dżentelmen z Golfa wykonywać począł gesty powszechnie uważane za obraźliwe, na co zjeżyło się dziewczę i zakończywszy manewr wyprzedzania sukcesem zdjęło nogę z gazu.
Wtedy właśnie pojawił się Palec. W różnych konfiguracjach oraz urozmaiconej choreografii. Anieśka z bezmyślnością na drodze miała już do czynienia, z chamstwem jednak spotkała się dopiero po raz drugi. Debiutanta na tym polu ponoć lada moment będą wybudzać ze śpiączki. Tymczasem Anieśka zjechała na pobocze, licząc, że ekspresyjny kierowca, zechce skorzystać z okazji, by wyrazić siebie bardziej werbalnie w konfrontacji bezpośredniej. Co innego jednak wymachiwać palcem zza szyby samochodu, a co innego stanąć na przeciwko trzem chłopa na ubitej ziemi, chociaż tu nasz powolny przyjaciel źle ocenił zagrożenie. Właśnie tych trzech chłopa mogło ocalić go bowiem przed przegryzioną tętnicą szyjną w razie nawiązania kontaktu.
Anieśka momentalnie wróciła na drogę i po chwili znów snuliśmy się za wrażym samochodem. Do akcji włączyła się wówczas paseżerka, filmując nas aparatem telefonicznym. Miałem zademonstrować jej moje blade pośladki, ale pomyślałem, że może to głupio wyjść, jeśli nie podzielała braku ogłady towarzysza, a nagrywała nas by zakupić równie zajebiaszczy samochód.
Tymczasem sznur samochodów za nami wydłużał się i co mniej cierpliwi kierowcy poczęli nas wyprzedzać, na co Anieśka uznała, że czas opuścić naszych nowych znajomych. Zjechała na środkowy pas, Golf coś tam próbował walczyć, ale moja princessa to najszybsza furmanka na wiosce. W każdym razie była taka, póki Fafa nie sprawił sobie auta-mordercy od General Motors, 230 KM thank you very much. Na Golfa w zupełności jednak wystarczyło i po chwili wąchał smroda.
Ja nie chcę tu zgrywać świętoszka, ale na siwe włosy mojej babki, w każdym momencie opisanej sytuacji Anieśka nie złamała przepisów. Może podczas grande finale lekutko przekroczyła dozwolone 120 km/h. Agresja dyszla w VW była niczym nie uzasadniona. To zadziwiające co wychodzi z ludzi, gdy są nawet złudnie bezkarni i anonimowi. Jak choćby na forach internetowych, czy ... blogach. Dawno już u siebie nie gościłem Trolla, ale ostatnio jakiś wybitny humanista umieścił komentarz pod jednym z moich zdjęć z Triglava: patrząc na to zdjęcie można się zesrać.
A Ojciec-Dyrektor opowiadał kiedyś jak pewien uczestnik ruchu drogowego zajechał mu drogę, a w reakcji na klakson również uprzejmy był zademonstrować Palec. Nieszczęśliwie po chwili staną na światłach, a mój Ojciec o złotym sercu, podszedł zapytać, czy nie chciał przez to pokazać, że zgubił rodzinny sygnet, a może cenną obrączkę. Może trzeba pomóc szukać. Nie dowiedział się, bowiem śmiały przed momentem kierowca zabarykadował się w aucie i pośpiesznie przystąpił do kopania fosy.
Tyle w temacie.
Jak to dobrze mieć w rodzinie drugiego kierowcę i to takiego dobrego kierowcę :) Miałem podobnego twardziela przez kilkanaście kilometrów przed sobą na M4, próbowałem go w końcu wyprzedzić lewym pasem ale wtedy przyspieszał więc odpuszczałem bo staram się nie łamać przepisów i tak jeden za drugim dojechaliśmy do bramek płatniczych. Jako posiadacz elektrycznego otwieracza do szlabanów przeskoczyłem pierwszy na drugą stronę po czym jadąc powoli czekałem na tego gnoja żeby mu sypnąć tłuczonym szkłem pod koła ale się nie pojawił, ja zaś nie byłem na tyle zawzięty żeby czekać na niego do samego Dublina. No i się nie poznaliśmy.
OdpowiedzUsuńJa bym nie odpuścił, ale ja za kierownicą to psychopata jestem. Kiedyś dwóch panów postanowiło się zabawić moim kosztem i zblokowali oba pasy drogi jadąc obok siebie i szczerząc się w lusterkach. Zmiękli dopiero, gdy zacząłem się wciskać między nich...
OdpowiedzUsuń