środa, 20 kwietnia 2011

Espana Forever & The Other Side of The Hill

Rozłam w ekipie był dziełem przypadku. Pozbawiona nawigacji załoga srebrnej Zafiry ruszyła na Gibraltar trasą wschodnią, przez Kadyks, kierując się przydrożnymi znakami. My natomiast, niechcący (sic!) podprowadziwszy im dżipiesa, pomknęliśmy zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami przez Rondę - niewielkie miasteczko malowniczo usytuowane na krawędzi głębokiego wąwozu.

Urokowi Rondy ulegliśmy na tyle, że gdy Kostek dzwonił spod kolejki na Skałę Gibraltarską, my leniwie sączyliśmy piwo nieopodal mostu spinającego dwie ściany wąwozu. Spotkaliśmy się więc w Tarifie, najdalej wysuniętym na południe punkcie kontynentalnej Europy i - ze względu na silne wiatry - raju amatorów wszelakich sportów wodnych.

Rankiem złapaliśmy prom do Maroko, a tam wiadomo: plaża, shishka, wszawy hotelik. Powrót do Hiszpanii dnia następnego, Zefira do Rondy, my na Gibraltar, a wieczorkiem samolot do Irlandii, na który zdążyliśmy cudem, bowiem w ciągu czterech dni zaliczyliśmy trzy strefy czasowe i każdy zegarek w aucie pokazywał inną godzinę. Sratatata zdjęcia tu.

Nieważne. Ważne są wydarzenie bieżące.

Już rano czułem się lekutko osłabiony. Zgrałem jednak żwawą muzyczkę na telefon, wskoczyłem w buty i korzystając ze słonecznej pogody poszedłem pobiegać. Na pierwszej prostej nogi niosły mnie same w takt "Mr. Brownstone". Pierwsze nuty "U+UR Hand" zagrały na podbiegu - idealny timing, potem z górki jeszcze jakoś poszło, ale na kolejnej prostej zacząłem słabnąć. Jeszcze mnie energetyczny "Awake" przeciągnął przez ulicę i kilkaset metrów wzdłuż kanału, ale wraz '... tak jak Bolek i Lolek, Tytus, Romek i A`Tomek...' nogi stały się ciężkie jak z ołowiu, mięśnie jak z waty, kujący ból odezwał się spod obojczyka i ... przejść musiałem w marsz. Tylko do następnego mostku, pomyślałem, może przesadziłem z tempem. Od mostku faktycznie ruszyłem biegiem, minąłem dom starców (może trzeba było zostać), O`Briensa, stację benzynową, TESCO i znów siły zaczęły mnie opuszczać. Do skrętu do Dżaska, pomyślałem, potem chwilkę się przejdę. Spuchłem haniebnie nim skręt do Dżaska pojawił się w zasięgu wzroku. Jeszcze jedną desperacką próbę biegu podjąłem, by ostatecznie złożyć broń i wśród gwizdów widowni, ze spuszczoną głową podreptać do domu.

Jeszcze mało telefonu nie wysłałem na okołoziemską, gdy mi zakomunikował: 'przebiegłeś 6,86 km w 46 minut, czy chcesz podzielić się tym wynikiem z przyjaciółmi z fejsbuka?'. Żeby mnie z listy znajomych wykreślili...?

I tak wyglądał mój pierwszy poranek jako trzydziestolatka.

Mam nadzieję, że to przez wczorajszą okowitkę. Bo mi wczoraj Anieśka zakomunikowała, że Kumpel został zawieszony w pracy, więc jedziemy zaoferować wsparcie duchowe. Skrzywiłem się, wiedziałem bowiem jak to się skończy, a jak powszechnie wiadomo alkoholem się brzydzę. Ostatecznie jednak uległem.

Jak okazało się Kumplowi nerwy puściły i jednego klienta szturchnął, bo go przezywał, drugiego, bo się za bardzo interesował, a trzeci mało nie zarobił, bo za głośno mówił. Tłumaczył, że on przecież taki nie jest, że sporo spraw gniótł w sobie, aż w końcu pękł, oczy mu zaszły czerwienią i nawet nie pamięta dokładnie jak do incydentu doszło. Znaczy idzie w niepoczytalność - doskonała linia obrony. Niemniej jak spytał, czy może być sok pomarańczowy na przepojkę, zgodziłem się w ułamku sekundy. Jeszcze w mazak, mówię, zarobię za niepotrzebne dyskusje.

Szczęściem Anieśka mi PS3 w prezencie podarowała. Pobiegam sobie chociaż na konsoli.

14 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego, Staruchu.A sport na kacu to zło.(A ja coraz bardziej myślę, że za parę miesięcy, na trzydziestkę, to naprawdę muszę zrobić coś z pierdolnięciem.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego najlepszego, teraz to już będziesz miał z górki ;) Od kiedy to wchodzą słowa z pierdolnięciem, dawniej tego nie wpuszczali.

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie to prawda, że w Twoim wieku poranny jogging po piwo to czynność o wysokim zagrożeniu wylewem i warto przenieść się przed konsolę, ale na Boga czemu wybór padł na PS3? zabrakło Xboxa na wyspach?;D a mogło być tak pięknie - mógłbyś z braciszkiem powalczyć ze światowym terroryzmem, albo nawet czasami łomot zebrać, a tu taka niespodzianka:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Stokrotne dzięki. Właśnie kaca nie miałem i to mnie zmyliło. I zrób koniecznie coś z pierdolnięciem, bo jeszcze kilka lat i jedyne o czym będziesz marzyła, to wstać z łóżka z suchą bielizną...

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziękować Pendragonie. Lepiej być po drugiej stronie wzgórza, niż być pod nim pogrzebanym. Też się tym pierdolnięciem zdziwiłem. D.u.p.a. i wszystkie jej wariacje typu u.d.u.piony nie wymkną się szponom cenzury....

    OdpowiedzUsuń
  6. No niestety xpudła się aktualnie skończyły, a sprawa była cokolwiek pilna. Zostaje nam okazyjna walka ze światowym terroryzmem podczas pobytów w kraju. Pzdr

    OdpowiedzUsuń
  7. ~2 strona globusa29 kwietnia 2011 01:42

    Michalku, trzydziestka! Niemozliwe! Sciskam Cie serdecznie i trenuj, kurtka, bo wszystko, co najlepsze jeszcze przed Toba i niechybnie, za ktoryms z tych zakretow na trasie. PS. Moj wynik: 4.7 km w 35 minut wydaje mi sie teraz calkiem przyzwoity. I stosowny do wieku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Taaa jeest! Od poniedziałku wracam do siłowni i biegania. 4,7 km w 35 minut? Głęboki szacun :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ~2 strona globusa30 kwietnia 2011 12:57

    No może 4.5 km w 37 min, czy jakoś tam... Ważne, że czlowiek jeszcze sie rusza:))

    OdpowiedzUsuń
  10. Belated happy birthday! Odkąd skończyłam 30, to tak mi utknęło w głowie, że mam 30, i ani roku więcej :) Uważaj z dietą, mnie się przytyło :( Życzę zdrowia, dobrej kondycji, i więcej pięknych podróży :)

    OdpowiedzUsuń
  11. tak czy siak ... respect :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Serdeczne dzięki. O tyciu nie musisz mi mówić. Po przeciągających się obchodach trzydziestej rocznicy narodzin, stałem się bogatszy o trzy kilo. Opamiętanie jednak przyszło i już jestem w połowie drogi powrotnej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ~una invitada2 maja 2011 15:29

    30 to zaden wiek. duzo sie moglo w wieku 30 lat:) teraz to jakby tez sie moze, tylko trzeba robic przerwy, we wszystkim i tez mi sie przytylo i kurka ciezko zrzucic;) happy birthday spoznione.

    OdpowiedzUsuń
  14. Senkju wery macz. Za życzenia i pociechę. Sezon górski się rozpoczął, to i nadbagaż uda się zrzucić :)

    OdpowiedzUsuń